IZAAKA ROZMOWA Z...

MARKIEM SIENKIEWICZEM – PREZESEM PTT

( na gorąco... godzinę po zebraniu Zarządu PTT)


Zbigniew Łowicki:

Jest pan zmęczony, godzinę temu zakończyło się trwające ponad 9 godzin zebranie Zarządu PTT, czy w naszym środowisku coś się zmieniło, czy stworzyliście nową rzeczywistość?

Marek Sienkiewicz:

Jestem zmęczony, ale i zadowolony, dziś nastąpił znaczący przełom. Poprzednie prezydium, wybrane 21 października ubiegłego roku było efektem określonego układu wyborczego. Otrzymało ono jakiś kredyt zaufania do działania przez następne pół roku. Rzeczywistość w tym czasie zweryfikowała jakość posunięć, osiągnięć tego gremium. Ta rzeczywistość skłoniła mnie do złożenia na forum Zarządu wniosków o pozbawienie członkostwa w składzie Prezydium Zarządu Pana Ziętowskiego i Pana Krupińskiego. Dyskusja, jaka wywiązała się po postawieniu tego wniosku i cała otoczka wywołana moją decyzją spowodowała zapadnięcie decyzji, że Prezydium w takim składzie dalej istnieć nie może. Wtedy w naszym siedmioosobowym gronie pięć osób podało się do dymisji. Był to Tadeusz Krupiński, Arkadiusz Ziętowski, Marek Chojnacki, Robert Wota i Tomasz Kałużny.

ZŁ:

Pan te dymisje przyjął. Czy powodem natychmiastowego przyjęcia tych dymisji była niezgodność działań tych panów z dwoma punktami pańskiego programu wyborczego mówiącymi o „poprawie wizerunku tańca towarzyskiego wśród odbiorcy masowego” i „tworzeniu wizerunku tańca jako elementu ... dobrego wychowania”?

MS:

Tak. Decyzja taka została zaakceptowana przez Zarząd i wtedy nastąpiła dwutygodniowa przerwa w obradach. Chciałem, aby te dwa tygodnie były dla całego polskiego środowiska tanecznego czasem na przemyślenie zaistniałej sytuacji, by w dalszym ciągu obrad ustami prezesów okręgów wyrażono swoje zdanie na ten temat, aby można wypowiedzieć się na temat zaufania do określonych osób starego Zarządu. Dzisiaj taka weryfikacja została dokonana.

ZŁ:

Czy kryteria tej weryfikacji były w jakiś sposób przez Pana narzucone, czy był to wynik słuchania „głosów ze środowiska”, czy może otrzymał wręcz konkretne podpowiedzi, jak do tej weryfikacji podejść? Czy był to po prostu głos rozsądku ludzi, którzy dziś zebrali się na posiedzeniu?

MS:

 Tak można powiedzieć. Zdecydowanie był to głos rozsądku obecnego dziś grona. Ja oczywiście przedstawiłem kandydatury osób, z którymi widziałbym możliwość dalszego działania dla dobra naszego środowiska. Pozostała część Zarządu zgłosiła swoje kandydatury. Po konstruktywnej dyskusji ustalono działający od dziś nowy skład Zarządu. Poza niezmienioną obsadą stanowiska prezesa i skarbnika zarządu dołączyli do Prezydium: z Gliwic, Franciszek Witos (objął funkcję wiceprezesa), Mirosława Kwatek – Hoffmann z Opola (drugi wiceprezes), Iwona Pavlović (będzie zajmowała się sprawami sportu), Wojciech Wójtowicz z Rzeszowa jest kolejnym członkiem naszego Prezydium oraz Tomasz Kałużny, który dalej będzie prowadził nasze sprawy prawne.

ZŁ:

Czy są to osoby, z którymi w odróżnieniu od poprzedniego składu Prezydium jest Pan w stanie efektywnie realizować założenia statutowe i pomnażać działania dla dobra środowiska?

MS:

Zdecydowanie tak. Są to ludzie, których wysoka kultura osobista, ich znacząca i nieposzlakowana pozycja w rodzimych środowiskach wpłynie na inny, lepszy wizerunek reprezentantów naszej tanecznej społeczności. Są to osoby, które na co dzień poza działalnością sportowo-taneczną wykonują szereg innych ważnych funkcji społecznych i zawodowych i tam doskonale sprawdzają się. Co najistotniejsze, nie są to postacie związane w jakiś mocny sposób z parami tanecznymi. Są to ludzie, którzy nie muszą myśleć o własnych podopiecznych i bardziej nastawione są na „strukturalne” prace na rzecz tańca. Takie właśnie Prezydium jest w stanie „pchnąć taniec” w najwłaściwszym kierunku.

ZŁ:

To potwierdza znaną nam wszystkim opinię, że największym problemem jest łączenie wpływowych funkcji we władzach PTT z obowiązkami sędziego.

MS:

Tak, łączenie funkcji trenerskich, funkcji nauczyciela tańca, funkcji właściciela szkoły tańca z funkcjami działacza zawsze powodowało jakiś konflikt. Dołączając najzwyklejsze ludzkie emocje postrzegaliśmy, w tej sferze wiele nieporozumień. Dobro prywatne stawało na pierwszym miejscu, potem było dobro ogólne.

ZŁ:

Czy na sercu nowego prezydium nadal leży sprawa dalszych działań prawnych związanych z konfliktem Polskiego Towarzystwa Tanecznego z Polskim Związkiem Tańca Sportowego. Wiadomo mi, że etatowy radca prawny Telewizji Polskiej ma już dość odpisywania odpowiedzi i wyjaśnień na nie kończące się skargi i protesty prezesa PZTS Pana Adama Nowogórskiego.

MS:

Sprawa jest cały czas „w toku”. Nasze stanowisko w tej sprawie jest jednoznaczne. Wyraziliśmy jasno chęć porozumienia. Wykazaliśmy to na spotkaniu w Urzędzie Kultury Fizycznej w lutym tego roku, gdzie zdecydowanie wyraziliśmy dobrą wolę w kwestii uregulowania spraw polskiego tańca. Nie stwierdziliśmy najmniejszej chęci kompromisu z drugiej strony. Taka postawa Prezesa Nowogórskiego hamuje dalszy postęp prac w tej dziedzinie.

ZŁ:

Jakie są główne przeszkody?

MS:

Myślę, że głównie konstrukcja statutu. Jest to narzucanie określonej sytuacji organizacyjnej środowisku tanecznemu. Statut jest tak skonstruowany, że aby klub sportowy mógł przystąpić do Polskiego Związku Tańca Sportowego musiałby spełnić szereg nierealnych warunków narzuconych przez tenże Statut. Dlatego nie widzimy możliwości przystąpienia do tego ruchu. Poza tym Związek Pana Nowogórskiego nie ma reprezentacji w strukturach międzynarodowych. Związek ten został – według nas – powołany z naruszeniem prawa.

ZŁ:

Który punkt Ustawy o Kulturze Fizycznej został naruszony?

MS:

We wniosku do Prezesa Urzędy Kultury Fizycznej należało wskazać organizację międzynarodową, do której należy Polski Związek Sportowy. W owym czasie związek Pana Nowogórskiego do żadnej z takich organizacji nie należał.

ZŁ:

Wiem, że obecny Prezes PZTS złożył wniosek o członkostwo w IDSF i dotychczas nie otrzymał odpowiedzi.

MS:

Na każde takie pytanie, czy wniosek IDSF udziela odpowiedzi. Udziela także odpowiedzi na każde zapytanie polskich władz sportowych. Odpowiedź brzmi: „Jedynym reprezentantem dla IDSF w ruchu międzynarodowym jest Polskie Towarzystwo Taneczne”. Jest to wynik blisko trzydziestoletniej tradycji współpracy IDSF i PTT. Jak wiemy, nasze pary są już dobrze znane na świecie.

ZŁ:

Pozostańmy jeszcze przy sprawach sportowych. Jednym z poważniejszych zarzutów PZTS jest to, że w świetle obowiązującego stanu prawnego PTT nie może organizować na terenie naszego kraju zawodów rangi „mistrzostw Polski”, czy „mistrzostw okręgu”.

MS:

Ta kwestia jest dla nas bardzo prosta. Oczywiście Ustawa o Kulturze Fizycznej, która mówi, że do zadań Polskiego Związku Sportowego należy organizowanie imprez o charakterze mistrzowskim, w tym Mistrzostw Polski, natomiast jakby w uszanowaniu tego punktu ustawy złożyliśmy oficjalny wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji Prezesa Urzędu Kultury Fizycznej o powołaniu Polskiego Związku Tańca Sportowego. Tym samym prowadząc swoją statutową działalność, zgodną z wytycznymi IDSF organizujemy rywalizację, która umożliwia nam wysłanie reprezentacji na turnieje IDSF. Ze statutu naszego towarzystwa wynika także obowiązek organizowania szeregu innych turniejów pozwalających na wyłonienie reprezentacji na analogiczne zawody na świecie.

ZŁ:

W jednym z punktów pańskiego programu wyborczego w punkcie „Sposoby osiągnięcia celów strategicznych” czytamy „ przekształcenie PTT w ogólnopolski sportowy związek taneczny w porozumieniu z Polskim Zrzeszeniem Tancerzy Zawodowych”. Czy starczyło dziś czasu na poruszenie tej kwestii?

MS:

Pośrednio. Kwestie sportowe chcemy zrealizować przez „oddolne” uświadamianie konieczności tworzenia tego typu struktur. To zagwarantuje powszechność i zrozumienie tego ruchu. Dziś sytuacja jest taka: pary taneczne zrzeszone w PTT korzystają najczęściej z usług szkół tańca, czyli usług „działalności gospodarczej”. Mimo, że często reprezentują te szkoły tańca, nie przynależą do nich i jest to wynik jakiejś tam „ludzkiej umowy”. Dążymy przede wszystkim do tego , aby ci tancerze byli przypisani do klubów sportowych, a nie do szkół tańca. Właśnie tworzenie klubów sportowych umożliwi nam tworzenie okręgowych związków sportowych, a następnie stworzenie Polskiego Związku Sportowego z prawdziwego zdarzenia.

ZŁ:

Czy dużo tanecznych związków sportowych mamy dzisiaj w Polsce?

MS:

Ich liczba rośnie w olbrzymim tempie. W grudniu ubiegłego roku rozpoczęliśmy akcję informacyjną. Wiele klubów uzyskuje rejestrację jako kluby sportowe. Takich klubów mamy już około 50. Tu pojawia się pewien problem. Klub sportowy nie jest czyjąś własnością. Jest stowarzyszeniem, w którym można wiele zmienić. Można zmienić władze, usunąć prezesa... Natomiast szkoła tańca jest „prywatnym monolitem” i tu zmienia się koncepcja przynależności pary tanecznej...

ZŁ:

No właśnie, struktury sportowe, to – nowe wybory, nowe stanowiska prezesów, nowe wymagania od trenerów sportowych, instruktorów (także sportowych), to również opieka medyczna, opieka psychologiczna nad sportowcami. Czy te sprawy będą bliskie nowemu Zarządowi?

MS:

Tak. Dziś wraz z prezentacją nowych członków Prezydium, te sprawy musiały wyniknąć. Pani Iwona została zaproponowana przeze mnie na osobę odpowiedzialną za sprawy sportu, głównie dla tego, że w Okręgu Warmińsko-Mazurskim, którego jest prezesem, już prężnie działa Okręgowy Związek Sportowy. Jej doświadczenia w tworzeniu takiego modelu są olbrzymie. Tam już istnieje kadra województwa, tam już odbyło się dwudniowe (bezpłatne) szkolenie par kadry województwa. Koszty pokryto z funduszów samorządowych.

ZŁ:

A w innych okręgach?

MS:

Ogromnym problemem w dziele przekształcenia całego PTT w związek sportowy jest przełamanie barier w świadomości na linii szkoła tańca - klub sportowy. Wyobraźmy sobie właściciela szkoły tańca, który szkoli, powiedzmy, 50 par. Pobiera za to miesiąc w miesiąc określone opłaty. Jeżeli ten sam właściciel szkoły stanie się prezesem klubu, działaczem........ I tu rodzi się poważna wątpliwość natury finansowej. Właścicielami tych szkół są, na dzień dzisiejszy, głównie trenerzy. Taki trener stając się prezesem klubu, idąc „na kontrakt” zaczyna być zobowiązany do zupełnie innych rozliczeń, (podlega innym rozliczeniom). Trzeba czasu na to, aby stanowiska prezesów takich klubów sportowych były zajmowane przez ludzi umiejących zdobywać finanse na działalność klubu, aby byli to z prawdziwego zdarzenia działacze sportowi. Odwróci się sytuacja. Właściciel szkoły tańca znajdzie się na pozycji świadczącego usługi głównie w sferze rekreacyjnej, kursowej. Natomiast ci trenerzy, którzy będą mieli sportowe ambicje, będą musieli stać się zawodowymi kontraktowymi trenerami. Ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z tego stanu rzeczy. „Dzisiaj pracujesz, jutro możesz być bez pracy...”

ZŁ:

Struktury sportowe, to możliwość pozyskiwania dofinansowania, dotacji „urzędowych”. Zamożność, czy zasobność finansowa poszczególnych regionów naszego kraju jest bardzo różna. Czy to nie spowoduje, że zaczną się tworzyć centra i prowincje taneczne?

MS:

Niekoniecznie. Popatrzmy na inne dyscypliny sporu. Koszykówka – to Wrocław, żużel – gdzieś tam koło Bydgoszczy, itd.

ZŁ:

A taniec? Czy już umiałby Pan zlokalizować „stolicę tańca”?

MS:

Myślę, że takie centrum już się wyłania. Mam na myśli właśnie Okręg Warmińsko-Mazurski. Tam dostrzegam silny potencjał trenerski, choć dziś jeszcze może nie ma tam bardzo dobrych par. Dwa lata ciężkiej pracy „strukturalnej”. Teraz będzie ciężko ich dogonić. Na Warmii i Mazurach już są zrzeszeni w strukturach sportowych, już sięgają po życzliwą im „kasę państwową”, już szkolą kadrę. Niedługo pewnie zobaczymy wymierne efekty sportowe. Kolejnym silnym ośrodkiem jest Szczecin. Tam mamy mistrza i wicemistrza Polski w „standardzie” oraz mistrza i wicemistrza w 10 tańcach. W Szczecinie dostrzegamy spore osiągnięcia także na płaszczyźnie tzw. „rekreacyjno-początkowego”. Tam skutecznie rywalizują ze sobą dwa silne kluby. Jeżeli nastąpi porozumienie tych klubów na wielu jeszcze nie usystematyzowanych płaszczyznach, to myślę, że są duże szanse na pojawienie się naprawdę silnych par.

ZŁ:

Wracam do Olsztyna...

MS:

Tak, tak. Jest w Olsztynie dużo dobrych par zawodowych. To swego czasu były znaczące na świecie pary. Na pewno zechcą przekazać swoją wiedzę następcom. Trzeba uważnie patrzeć w tym kierunku, chyba będzie na co.

ZŁ:

Dzisiaj Prezydium opuściły osoby, o których należy także pamiętać jako o autorach, współtwórcach, organizatorach ważnych imprez tanecznych, które na stałe pozostaną w naszych kalendarzach tanecznych.

MS:

Ja myślę, że niezależnie od tego, czy ktoś jest w składzie Prezydium Zarządu, czy też nie, to jeżeli wykonuje swoja pracę w sposób rzetelny, chce mu się, jest akceptowany przez nasze środowisko, to impreza organizowana przez takiego człowieka zawsze się obroni. Przykładem może być Pan Antoni Czyżyk. Będąc poza składem naszego zarządu jest od lat organizatorem świetnych imprez tanecznych – Baltic-Cup. Weźmy, Mikołajki – Pan Krzysztof Wasilewski, będący daleko od wszelkich struktur, kojarzony z Crea Dance. Ci panowie są dowodem na to, że nie trzeba być działaczem, aby móc być twórcą i animatorem poważnych zawodów tanecznych. Przy okazji poinformuję, że dwa turnieje rangi „International” w tańcach standardowych zostały przeniesione z Sopotu do Mikołajek.

ZŁ:

Czy słusznie dostrzegam tu związek z osobą Pana Arkadiusza Ziętowskiego?

MS:

Powody są może bardziej racjonalne. Impreza rangi Polish Open wymaga, jako niezmiernie ważny turniej, właściwej oprawy. Hotel w Mikołajkach takie warunki stwarza idealnie. „Tropikana Cup” zdobywa na świecie coraz lepszą opinię. Chcemy, aby ten turniej , jak i Polish Open to znaczące miejsce w kalendarzu imprez światowych utrzymały. Stąd taka decyzja.

ZŁ:

Porozmawiajmy jeszcze o tańcach latynoamerykańskich...

MS:

O, to nasza bardzo mocna dyscyplina taneczna. Mam takie motto w kręgu moich zainteresowań tą dyscypliną – „Polak mistrzem świata”. Mamy ogromne szanse na realizację tego hasła. Chcę, aby poczynić jak największe starania w celu promowania naszych par latynoamerykańskich, no i tym samym, uzyskać możliwość zorganizowania w naszym kraju Mistrzostw Świata.

ZŁ:

W treści żądania sprostowania skierowanym przez władze PZTS do Telewizji można znaleźć informację, że Michał Malitowski nie ma prawa używać tytułu Mistrza Polski. Pamiętamy, gdy spikerka telewizyjna podobne sprostowanie odczytała w odniesieniu, do Marka Egurolli, czy Romana Pawelca...

MS:

Jak już mówiłem, jesteśmy jedynymi pełnoprawnymi reprezentantami Polski w strukturach IDSF, i naszym obowiązkiem jest wyłonienie reprezentantów na Mistrzostwa Europy, czy Mistrzostwa Świata. Pewnie, ze można by na tym poziomie toczyć wojny o przecinki w statutach, o paragrafy.... ale jest to męczące, wręcz odpychające dla par, które swą rywalizację traktują poważnie, rzetelnie.

ZŁ:

Ta bezsensowna wojna może „uderzać” najmocniej w pary taneczne, które wylewają litry potu na parkietach, które uprawiają ten sport i jest on najważniejszą częścią ich życia. Co tym parom powie dziś Prezes Polskiego Towarzystwa Tanecznego?

MS:

Pary, których to dotyczy mogą czuć się, i moralnie, i formalnie mistrzami Polski, Europy itd., gdy ten tytuł wywalczyli na parkiecie. Jeżeli Pan Nowogórski takie tytuły kwestionuje, to niech wystawi parę, która zdobędzie Mistrza Polski.

ZŁ:

Pamiętne Mistrzostwa Europy w tańcach latynoamerykańskich – Warszawa’2001. Dziesiątki życzliwych osób zaangażowanych w organizację imprezy, nieprzyzwoicie krótki czas na załatwianie czegokolwiek. Media, sponsorzy. Efekt: mistrzostwa, pomimo obaw wielu, odbyły się. I kilka tygodni temu w jednym z artykułów Pana J. Bibby w TanzSport Magazin czytamy o fatalnych warunkach, jakie na imprezę przygotowali polscy organizatorzy. Nie brakowało wielu innych słów krytycznych.

MS:

Niewątpliwie tej rangi impreza wymagałaby dużo lepszych warunków zakwaterowania par. Na pewno hotel WAT nie jest tutaj na najwyższym poziomie europejskim. Myślę, że najbardziej negatywną rolę odegrał tutaj czas jaki nam pozostał na zorganizowanie mistrzostw i czynnik „finansowy”. Poza tym wymagania proceduralne związane z organizowaniem imprezy tej rangi są dość skomplikowane i długotrwałe, jak choćby sprawa prawa do transmisji telewizyjnej i własności materiału filmowego z mistrzostw.

ZŁ:

Ten artykuł przeczytała ogromna część świata tanecznego. Czy opinia o poziomie organizacji takich imprez w naszym kraju nie spowoduję, że w przyszłości IDSF niechętnie przyzna Polsce prawo do zorganizowania kolejnych imprez. Czy zamierza Pan oficjalnie odnieść się to tego artykułu?

MS:

Oczywiście, będzie konieczne nasze oficjalne wystąpienie w tej kwestii. Opinia Pana Bibby była zbyt „osobista”. Tym bardziej, że ocena zawodów przez uczestników była zgoła odmienna. Na pewno potrafimy przedstawić argumenty przemawiające na naszą korzyść. Choćby opinie uczestników wyrażone przed kamerami telewizji, w których szczególnie podnoszono atmosferę Mistrzostw stworzoną przez organizatorów, jak i polską widownię.

Dojrzałość taneczna i miłość do tańca okazywana przez widownię staje się naszą polską specjalnością. Wczoraj byłem w Jeleniej Górze na turnieju tańca zorganizowanym w kategorii „Senior – hobby”. Trzy grupy wiekowe zgromadziły tam olbrzymią ilość par. Z parami przybyły ich rodziny, przyjaciele, znajomi. Stworzyli niesamowitą atmosferę. Nieprzeliczone ilości grzechotek, różnych „akcesoriów dopingujących”, maskotek. Była to świetna zabawa zarówno dla uczestników turnieju, jak i dla widzów.

ZŁ:

Czy publiczność takich turniejów jest inna, niż publiczność turniejów amatorskich?

MS:

Tak. Turnieje amatorskie poświęcone są głównie parom. To powoduje, że dla przeciętnego widza nie związanego z tańcem jest to nieciekawe i nudne. Odejście w kierunku tylko sportowej rywalizacji zawsze zwęża grono odbiorców. Nasze imprezy mają w sobie tyle potencjalnego uroku, że oprócz rywalizacji czysto sportowej można wnieść do niej wiele elementów artystycznych. Musimy konstruować te imprezy z myślą o widzu wtajemniczonym w sportowo-taneczną rywalizację, jak i o tym widzu przypadkowym, który na parkiecie chce znaleźć piękne artystycznie widowisko.

ZŁ:

Czy w tej troszkę odmienionej personalnie polskiej rzeczywistości tanecznej będzie łatwiej osiągać i takie cele?

MS:

Myślę, że tak. Osoby, które znalazły się w odnowionym składzie Prezydium są zdeterminowane na pełną poświęcenia pracę. A poza tym ich rzetelność i sumienność gwarantuje konsekwentne wywiązywanie się z powierzonych im obowiązków.

ZŁ:

Nie boi się Pan zarzutu, że są to „pańscy ludzie”?

MS:

Może inaczej. To ja jestem „ich człowiekiem”. Jestem człowiekiem, którego oni wybrali do pewnej służby, do sensownego zrealizowania tej pracy. To ja chcę im służyć. Jeżeli taka była dziś wola Zarządu, to mogę być wdzięczny, że z takimi właśnie ludźmi przyjdzie mi współpracować.

ZŁ:

Czego mogę Panu życzyć na drodze współpracy z nowym Prezydium Zarządu PTT?

MS:

Już za tydzień spotykamy się ponownie. Główny temat naszego najbliższego posiedzenia, to uporządkowanie przepisów związanych z przeklasyfikowaniem par i systemu punktowego. Bardzo nam zależy, aby te zmiany wprowadzić od 1 stycznia. Chcemy szerzej zając się klasą „Hobby”, która byłaby taką dużo tańszą, bardziej bezpośrednią, ułatwioną wersją tańca „dla każdego”. Na rowerze może jeździć każdy, ścigać się może niewielu, ale i dla tych i dla tych musi być miejsce.

ZŁ:

Życzę więc, aby imprezy taneczne organizowane w przyszłości „pod nowym zarządem” przynosiły radość wszystkim. Dziękuję za rozmowę.

Warszawa 2001-09-29
ROZMAWIAŁ:
Zbigniew Łowicki (Izaak)
zodiak@szesnastka.com.pl