IZAAKA ROZMOWA...
NA TEMAT SKUTECZNOŚCI DZIAŁANIA ZARZĄDU PTT
z Markiem Chojnackim
Zbigniew Łowicki – pozwolisz, ze w naszej rozmowie pozostaniemy przy formie „per ty”.
Marek Chojnacki - Oczywiście.
ZŁ – Z rozmowy z Prezesem Sienkiewiczem dowiedzieliśmy się, ze poprzednie prezydium Zarządu PTT było wynikiem określonego układu wyborczego. Na czym ten układ polegał?
MC – Ja myślę, że taki układ towarzyszy każdym wyborom, w każdych liczących się gremiach, począwszy od stowarzyszeń, związków sportowych skończywszy na Polskim Komitecie Olimpijskim, wziąwszy pod uwagę wybory parlamentarne, czy samorządowe, to takim wybory zawsze związane są z określonymi grupami ludzi. Są to ludzie, którzy myślą w podobny sposób, popierają się w swoich działaniach, zabiegają o jakąś władzę, czy wpływy. Taki układ istniał w momencie wyborów w naszym środowisku. Określone okręgi taneczne tworzyły pewne lobby, które miało określoną większość. To ukształtowało wynik tamtych wyborów.
ZŁ – A więc pewne uwarunkowania „regionalne” pociągnęły za sobą określone wybory personalne?
MC – Chodziło, przede wszystkim o reprezentatywność największych okręgów w Polsce, takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Szczecin, Wrocław ( tu akurat to miasto nie zaistniało). Chodziło po prostu o to, aby najlepiej prezentujące się w Polsce i na świecie pary, pochodzące właśnie z tych regionów, posiadały swoją reprezentację we władzach PTT.
ZŁ – Dlaczego we wrześniu podałeś się do dymisji, skoro wniosek o pozbawienie członkostwa w składzie prezydium dotyczył tylko Panów: Krupińskiego i Ziętowskiego?
MC – Dziś powiem „Był to błąd”. Podałem się do dymisji, bo taka była propozycja jednego z kolegów z prezydium. Miało to stworzyć szansę „odejścia z twarzą” panu Ziętowskiemu i panu Krupińskiemu. To był nasz gest, choć wniosek Prezesa Sienkiewicza był jednoznaczny. Mówił o niemożnosci pracy tych panów w składzie prezydium.
ZŁ – Ponownie zacytuję wypowiedź Pana Sienkiewicza; „ Nowy skład prezydium był głosem rozsądku osób, które zebrały się 30 września na posiedzeniu Zarządu PTT”. Czy wobec tego Twoje dotychczasowe dokonania zostały ocenione, jako „nierozsądne” i Twoja kandydatura nie pojawiła się ponownie?
MC – Tak. Nie dokonano publicznie prezentacji moich dokonań jako wiceprezesa Zarządu PTT. Jednakowoż Pan Sienkiewicz zaproponował do nowego składu prezydium Roberta Wotę i moja osobę. W tym samym momencie pan Prezes przybliżył postać pani Iwony Pavlović oraz pana Franciszka Witosa. Te dwie osoby były zaproponowane do składu prezydium w miejsce p. Krupińskiego i p. Ziętowskiego.
ZŁ – O Twoich osiągnięciach, sukcesach w organizowaniu życia sportowego naszego środowiska (jesteś członkiem Komisji d/s Sportu przy PKOl, udało Ci się pozyskać wiele znakomitości ze świata sportu i polityki jako patronów wielu ważnych turniejów), o Twoim poświęceniu i zaangażowaniu dowiadujemy się dopiero w momencie, gdy znalazłeś się poza składem prezydium. Dlaczego taka kolejność?
MC – Myślę, ze to pytanie nie powinno być do mnie skierowane. Ta sytuacja wszystkich zaskoczyła. Nikt na tym etapie, w środku kadencji nie prezentuje dorobku, nie robi podsumowania swojej pracy. Nie było takiej potrzeby. Może, rzeczywiście źle się stało, że tego rodzaju działania nie zostały „upublicznione”. Tak, czy inaczej najważniejsze są skutki moich działań dla dobra polskiego tańca. Taniec jest obecny w środowisku Polskiego Komitetu Olimpijskiego czy Urzędu Kultury Fizycznej. Może to i lepiej, że fakty te nie są do końca znane opinii publicznej. Wiesz, że mamy dziś otwarty spór z Polskim Związkiem Tańca Sportowego reprezentowanym prze pana Nowogórskiego. Gdyby on wiedział o naszych działaniach, mógłby je jeszcze skuteczniej blokować. A czyni to nagminnie. Na przykład, gdy dowiedział się, że organizujemy Mistrzostwa Polski zawodowców, czy Mistrzostwa amatorów, czy Polish Open w Sopocie, to te informacje powodowały niezliczone liczby protestów, skarg do Urzędu Kultury Fizycznej, czy telewizji. Nasze oficjalne wnioski, czy pisma do różnych instytucji dotyczących zgody na organizacje imprez tanecznych były natychmiast torpedowane kolejnymi protestami i wyjaśnieniami. To ułatwiało przepływ informacji do pana Nowogórskiego. A tego nie chcemy, jeśli chodzi o nasze działanie w celu umieszczenia naszego ruchu w strukturach sportowych. To mogło wywołać negatywne odczucia opinii publicznej. Mogło to stwarzać pozory „marazmu” czy braku działań z naszej strony. Są to jednak sprawy wymagające dłuższego czasu. Ale były to działania efektywne. Dziś mogę poinformować, że w Urzędzie Kultury Fizycznej postanowiono podjąć decyzję o stwierdzeniu nieważności decyzji Prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu z 1997 roku o przyznaniu Polskiemu Związkowi Tańca Sportowego uprawnień Polskiego Związku Sportowego. Stosowne oświadczenie w imieniu Zarządu Polskiego Towarzystwa Tanecznego niebawem zostanie publicznie przedstawione przez Prezesa Marka Sienkiewicza.
ZŁ – To chyba jeden z największych sukcesów Zarządu PTT? Ty znalazłeś się poza składem prezydium....
MC - W demokracji trzeba mieć nie tylko rację, ale trzeba mieć też większość. Moim zdaniem 30 września zabrakło rozsądnej większości.. To nie oznacza wcale, że w tym co robiłem, robię i będę robił, brak jest racjonalnego potwierdzenia moich racji, moich poglądów na taniec, jako dyscyplinę sportową.
ZŁ – Ile lat jesteś związany z tańcem towarzyskim, jako trener, działacz sportowy?
MC – Niech policzę. Jako sędzia – osiem lat, jako trener – czternaście lat.
ZŁ – Czy można powiedzieć, że Marek Chojnacki zrobił karierę w tej dziedzinie?
MC – Uff... Myślę, ze nie. Na pewno to co robię, daje mi wiele satysfakcji. Kariera – to dobre słowo w świecie wielkiej polityki, czy w „show – biznesie” . Na pewno mam prawo do satysfakcji z powodu wychowania liczących się w Polsce i na świecie par tanecznych. Posiadam dość mocny klub „Contra’. O sile tego klubu świadczą jego pary, notowane wysoko w rankingach polskich i międzynarodowych. To świadczy nie tylko o poziomie trenera, ale całej instytucji. Na dzień dzisiejszy dobry klub, to nie tylko osoba trenera, ale to także konsultanci, cała infrastruktura, to kwestia organizacji obozów, wyjazdów, prowadzenie polityki startowej par, itd., itd.
ZŁ - Czy do Twoich największych osiągnięć mogę zaliczyć to, że Twoje bardzo dobre stosunki z naszymi władzami sportowymi, Twoje zaangażowanie i determinacja spowodowały, że nasze wielotysięczne środowisko zostanie wreszcie ulokowane w strukturach sportowych.
MC – Myślę, ze jest to sukces wielu osób. Udało nam się to osiągnąć, dzięki niezłomnej postawie Marka Sienkiewicza oraz osób, które nie straciły wiary w skuteczność poczynań, w których jakąś rolę odegrała moja skromna osoba.
ZŁ – Jakie koszty ponosi Twoja rodzina; żona Monika, córka Magda w związku z Twoją niesłabnącą aktywnością w naszym ruchu?
MC – Oj, olbrzymie. Teraz coraz częściej oceniam je jako „zdecydowanie za duże”. Magda nie ma zbyt wielu okazji do częstego oglądania taty. To Monika godzi swoje zawodowe obowiązki z obowiązkami wychowawczymi, pedagogicznymi itp. Ja tę sferę poważnie zaniedbałem, choć staram się jakoś to nadrabiać...ciężko mi to idzie. Jestem bardzo wdzięczny moim dziewczynom za olbrzymie zrozumienie i pomoc.
ZŁ – Twój taneczny rodowód, to „Rytm” Państwa Sakowskich. Powiedz, czego nauczyłeś się od swoich nauczycieli?
MC – Wszystkiego, co z tańcem jest związane. Zawsze podkreślałem, że moja „taneczna kariera” była związana z jednym tylko klubem, właśnie z „Rytmem”. Tam zaczynałem od „E” – klasy, tam zdobyłem „S” – klasę w obu stylach, ... Na pewnym etapie postanowiliśmy z Moniką usamodzielnić się. Założyliśmy rodzinę, założyliśmy swój klub. Wszystkiego, co było mi potrzebne w mojej pracy, tego nauczyłem się od Państwa Sakowskich. Tam nauczyłem się trenowania, tam rozpocząłem pracę jako nauczyciel tańca, jako trener, tam uczyłem się organizacji turniejów. To były dla mnie bardzo ważne początki.
ZŁ – Jakich nowych nauk dostarczyło Ci życie działacza sportowego, tanecznego?
MC – Przyszedł wreszcie moment, że musiałem sam, bądź wspólnie z Moniką podejmować trudne decyzje. Tam pracowałem na zlecenie swego „szefa”. Samodzielnie musiałem zorganizować pierwsze szkolenia, zaprosić pierwszych konsultantów, zorganizować pierwsze obozy itd. W którymś momencie rozpocząłem działalność „sędziowską”. Po kolei zdawałem egzaminy sędziowskie; na III kategorię, potem „II”, wreszcie na „jedynkę”. Po drodze udało mi się zdobyć międzynarodowe uprawnienia sędziowskie, posiadam licencję sędziego zawodowego, licencję IDSF, itd. Te nowe doświadczenia pojawiały się wraz z rozwojem mojego klubu. Gdy powstawała „Contra” inna była moja świadomość, inne było moje podejście do par, do spraw kierowania taka grupą dzieci i młodzieży. Wraz ze wzrostem jakości par przez nas wychowywanych rosła moja świadomość w tej materii. Każdy trener rozwija się ze swoimi parami i dzięki tym parom.
ZŁ – Twoje dorastanie, Twój rozwój ściśle łączysz z rozwojem swego klubu...
MC – Zdecydowanie tak. Myślę, że tak jest we wszystkich przypadkach. Gdybyśmy popatrzyli na aktywność trenerów w Polsce, ich udział w turniejach międzynarodowych, w znaczących szkoleniach, wyjazdach na prestiżowe imprezy, to zauważysz, że tam nie pojawiają się „typowi działacze” czy przypadkowi trenerzy. Tam spotkasz głównie trenerów, zainteresowanych startem swoich par. Niestety w Polsce nie mamy zbyt wielu takich trenerów, jeżdżących dużo na ważne światowe turnieje.
ZŁ – Skąd nazwa twego klubu „Contra”?
MC – Kiedyś po naszym odejściu z „Rytmu”, Waldek Sakowski zapytał mnie „Skąd taka wojownicza nazwa?” Uśmiechnąłem się wtedy i odpowiedziałem; „To przecież typowo taneczne określenie - contra body movement – odwrotny ruch ciała...” Z perspektywy czasu potwierdzam; nie ma w tej nazwie żadnych podtekstów.
ZŁ – Twoim prywatnym sukcesem są niewątpliwie; żona i córka. A Twój największy sukces i Twoja największa porażka w życiu zawodowym?
MC – Moje sukcesy, to sukcesy moich par. To jest treść naszego życia , to im się poświęcamy. Znaczącym sukcesem jest ubiegłoroczny wynik Maćka z Justyną – finał MP w 10 tańcach, czy wicemistrzostwo Polski Łukasza z Kasią w standardzie w tym roku. Dotychczas udało nam się doprowadzić siedem par do finału Mistrzostw Polski. Na pewno jakimś, może bardziej prywatnym postrzeganiem sukcesów jest uzyskanie sympatycznych kontaktów na świecie. Jak wiesz (często spotykamy się na turniejach za granicą) jestem osobą, która dość dużo podróżuje, sędziując, lub towarzysząc swoim parom. Myślę, że na europejskich turniejach, jestem osobą „widywaną”. Te kontakty procentują. Jestem dość często zapraszany na ważne międzynarodowe turnieje. Miałem zaszczyt sędziowania Mistrzostw Europy Formacji. Na pewno jest to związane z wspaniałym wynikiem formacji pana Antoniego Czyżyka. To dzięki sukcesom elbląskiej formacji „Jantar” mnie jako młodego sędziego z Polski spotkał ten zaszczyt.
ZŁ – Myślę, że Twoja aktywność, tu na naszym warszawskim gruncie jest także dość mocno postrzegana.
MC – Tak. Nie ukrywam, że jakoś tak sympatycznie się złożyło, że udało mi się nawiązać bardzo sympatyczną współpracę, z osobami związanymi z polskim sportem. Mam tu na myśli moją pracę na rzecz Komisji Sportu w PKOl, sympatyczne, pełne zrozumienia kontakty z Urzędem Kultury Fizycznej, i szeregiem innych agend sportowych na terenie naszego miasta. A wracając do twego pytania o moje porażki, to odpowiem , że nie chciałbym ich pamiętać. Jedną z nich jest moja częsta absencja w domu. To już troszkę dokucza, to chciałbym zmienić. Jestem bardzo zżyty ze swoją rodziną, bardzo się kochamy. Ale marze o wygospodarowaniu wiekszej ilości czasu dla swoich kobiet.
ZŁ – Jesteś dość kontrowersyjną postacią naszego środowiska. Czytałem wiele ( anonimowych) głosów na Forum naszego Serwisu Taniec Online krytykujących Cię za „uprawianie polityki” podczas sędziowania.
MC – Uważam, że Forum jest bardzo dobrym „wentylem bezpieczeństwa” . Dobrze, że ono istnieje. Miałbym może zastrzeżenia, co do kultury niektórych wypowiedzi. Dobrze, że takie głosy krytyki pojawiają się. To może spowodować, że na chwile zatrzymamy się, zastanowimy nad swymi działaniami. Może nie tyle ja jestem postacią kontrowersyjną, co mój częsty udział w pracach komisji sędziowskich. Niestety, „nieszczęściem” jest to, że nader często jako sędzia I kategorii jestem zapraszany na te imprezy. Teraz staram się więcej czasu poświęcać swemu klubowi. Bywało tak, że w jednym roku sędziowałem 38 turniejów. To musiało się jakoś „skumulować”. Innym „nieszczęściem” jest to, że mając swoje pary ( myślę, że na niezłym poziomie), sędziując je, oceniam też swoją pracę. Powtórzę znany ci mój pogląd: To nie jedna osoba decyduje o zwycięstwie danej pary, sędziów jest siedmiu, bądź dziewięciu. Siłą rzeczy mam wpływ na ostateczną ocenę (sędziując także swoje pary). Z punktu widzenia rodzica, który inwestuje swój czas, swoje zaangażowanie, swoje pieniądze takie wątpliwości są zrozumiałe. Sędziowanie jest subiektywne z definicji, bo kryteria są nieobiektywne. Problematyczne chyba jest to, że trener sędziuje swoją parę. Trudno jest oceniać swoją pracę – źle.
ZŁ – Jak oceniasz rolę rodziców tancerzy w organizowaniu życia klubu, szkoły tańca, turniejów?
MC – Ich rola jest ogromna. To my żyjemy dzięki tym rodzicom, dzięki ich pieniądzom. Nie powinniśmy nigdy o tym zapominać. Niekiedy, może zdarza się, że robimy łaskę bliżej dostrzegając postępy taneczne, szkoleniowe młodego tancerza. Tak nie powinno być. To zaangażowanie rodziców (czasowe, finansowe) może umożliwić dostęp do lepszych szkoleniowców, lepszych szkoleń, turniejów. W moim klubie mam wspaniałych rodziców. Ich zaangażowanie, zrozumienie i otwarte serca chyba najbardziej widać podczas większych przedsięwzięć; turniejów czy szkoleń. Bardzo im jestem za tę pomoc wdzięczny.
ZŁ – Obiegową opinią jest, także taka, że w takich przypadkach rodzice często oczekują określonych korzyści „turniejowo-tanecznych” dla swoich pociech.
MC – To jest bardzo naturalne. Tylko co tu jest korzyścią? Na pewno taką korzyścią jest to, że młody chłopak, dziewczyna nie spędza czasu na podwórku, w bramie... spędza czas na parkiecie, na treningach, turniejach. Co do „odwzajemnienia zaangażowania” to też jest w pewnym sensie naturalne, bo rzadko się zdarza, że ktoś z rodziców robi coś zupełnie bezinteresownie, angażuje swój czas i środki, oddaje swoje dziecko pod naszą trenerska opiekę, staje z boku i mówi „ niech teraz dzieje się co chce”. No niestety, zdarza się, że ktoś oczekuje nierealnych efektów. Trzeba mocno stąpać po ziemi. Niekiedy trzeba rodzicowi uświadomić, że inne dziecko, które dziś wypadło lepiej, osiągnęło ten wynik, dzięki lepszemu wyszkoleniu, większemu talentowi itp. To są niewątpliwie trudne sytuacje. Uważam, że talent tancerza to zaledwie kilkanaście procent sukcesu, reszta to praca, praca. To jest trudno czasem uświadomić rodzicom.
ZŁ – Jesteś chyba pierwszym polskim sędzią zaproszonym do sędziowania Slagharen. Tyle kontrowersji wokół Twej osoby, a tu takie prestiżowe zaproszenie.
MC - Hmm, jest mi bardzo miło z tego powodu. Może dałem się poznać jako sędzia, który potrafi obronić swoją decyzję, może... Wiem, że narażam się może na dezaprobatę niezadowolonych rodziców, czy kolegów, pseudokolegów. Mimo to umiem bronić swego zdania.
ZŁ – Wróćmy do wątku zmian personalnych i ich następstw w prezydium PTT. Pan Krupiński i pan Zietowski, wkrótce po ustąpieniu z prezydium Zarządu opublikowali „listy otwarte”, w których przedstawiają dość poważne zarzuty, kwalifikujące się moim zdaniem do rozpatrzenia przez Komisję Rewizyjną, czy Sąd Koleżeński. Jak myślisz, dlaczego to uczynili?
MC – Była to oczywiście jakaś forma obrony z ich strony. Było to też jakieś odwrócenie uwagi opinii publicznej od stanu faktycznego. Wniosek prezesa był jednoznaczny. Zarzuty były konkretne. Może nie jest to do końca wszystkim wiadome, ale zarzuty dotyczyły w dużej mierze wyborów do Narodowej Federacji Tańca, a także złamanie postanowień Komitetu Założycielskiego. Na Mistrzostwach Polski w Poznaniu , w świetle reflektorów, na oczach wszystkich prezesów okręgów zapadła decyzja o powołaniu NFT, o jej strukturach i władzach. Wyraźnie było określone, kto będzie stanowił władze tej nowej struktury. Zarząd Federacji, zgodnie z wszelką logiką mieli stanowić: zarząd PTT- jako trzon NFT, prezes PZST, prezes PTT-Sport. Ta zasada na zebraniu wyborczym została złamana. Taki gest obu panów przechylił „szalę kredytu zaufania i możliwości współpracy” Łamanie tych ustaleń i naginanie przebiegu wyborów, oceniam jako postawę „nie na miejscu”.
ZŁ – Ta sprawa rzuciła kolejny cień na obraz naszego środowiska. I dziś określa się sytuację w „polskim światku tanecznym” jako niezbyt zadowalającą.
MC – Tak. Myślę, że coś w tym jest.
ZŁ – Z tego co mi wiadomo, zaistniały też jakieś powody formalne, dla których NFT nie powstała ( nie została sądownie zarejestrowana). Czy wzorem Warmińsko – Mazurskiego Okręgowego Związku Sportowego możemy zaproponować w dzisiejszej nowej sytuacji coś mazowieckim tancerzom?
MC – Tak, myślę, że możemy skorzystać z tego przykładu i podobne struktury tworzyć w naszym regionie i w innych regionach , a następnie przekształcać je w ogólnopolski związek sportowy. Osobiście zamierzam zająć się tą sprawą. Istnieje już u nas kilka klubów sportowych. Na ostatnim posiedzeniu zarządu naszego okręgu postawiłem stosowny wniosek dotyczący zrzeszania klubów sportowych w okręgowy związek sportowy. Formalne materiały niezbędne do rejestracji Polskiego Związku Sportowego w naszej dyscyplinie już mamy rzetelnie przygotowane.
ZŁ – Jestem jeszcze pod silnym wrażeniem opinii o organizacji Mistrzostw Polski we Włocławku, opinii, które przeczytałem na naszym Forum. Nie byłem tam (niestety). Podobne niepochlebne opinie przeczytałem w relacji J. Biby nt. Mistrzostw Europy w Warszawie. Żeby nie dyskutować na ten niezbyt miły temat podaj mi kilka przykładów turniejów tańca w Polsce, które oceniłbyś jako najbardziej udane.
MC – Moim zdaniem, numer jeden – to „Tropikana Cup” w Mikołajkach. To chyba turniej na najwyższym poziomie europejskim. Tam w przyszłym roku będzie „International’, tam będzie Puchar Europy w 10 tańcach. Na pewno doskonały poziom tradycyjnie prezentuje „Baltic Cup” organizowany przez Antoniego Czyżyka, na pewno „Polish Open” w Sopocie, organizowany przez Arkadiusza Zietowskiego, na pewno jest to także „Euro-Dance” w Szczecinie organizowany przez panów Porazika i Sienkiewicza. Do tego rodzaju czołówki zaliczę „IDSF” w Zabrzu.
ZŁ – Jakie są Twoje dalsze plany „turniejowe” jako działacza naszego okręgu.
MC – Uchwałą Zarządu na rok 2002 ( 21-22 września) i na rok 2003 przyznano nam prawo organizowania „Pucharu Polski”. Będą to turnieje rangi IDSF. Dużo sobie obiecuję co do rozmachu i trwałości tej imprezy w naszym kalendarzy turniejowym. Mówiliśmy o kontrowersjach natury sędziowskiej. Chciałbym, aby trzon sędziów tych imprez stanowili sędziowie zagraniczni. Widzę tylko jeden problem w tej kwestii – koszta. Zaproszenie jednego takiego sędziego wiąże się z wydatkiem kilku tysięcy złotych. Na taka kwotę składa się koszt przelotu, zakwaterowania, wynagrodzenie. Aby zaprosić znakomitości sędziowskie z zachodu, trzeba to zrobić z przyzwoitym wyprzedzeniem, co do terminu turnieju. Na pewno już przystąpię do działań w kierunku realizacji tych zamierzeń. Innym powodem takiego mojego myślenia jest chęć zapoznawania tych sędziów z najlepszymi polskimi parami. Mam też świadomość, że taka propozycja też może spotkać się z niezadowoleniem widzów, rodziców. Takich niezadowolonych spotkamy zawsze.
ZŁ – Na zakończenie. Czego chciałbyś życzyć nowemu prezydium Zarządu PTT?
MC – Aby ten zarząd był kontynuatorem pracy, którą zaczęliśmy w poprzednim składzie. Aby nie przekreślać niewątpliwych zasług ludzi, którzy ten skład musieli opuścić. To czy ktoś jest w prezydium, czy poza nim, nie powinno oznaczać ,że zaprzestaną swej dotychczasowej działalności dla dobra polskiego tańca, no i dla własnego dobra. Myślę, że trzeba liczyć się z tym , co ludzie mówią.
ZŁ – Marek Chojnacki, były tancerz, obecnie nauczyciel tańca, wychowawca dzieci i młodzieży... co powie dziś tysiącom tancerzy, czytelnikom tego wywiadu?
MC – To co zawsze mówię swoim tancerzom: „ Wszyscy kochamy ten sport, chcemy jak najpiękniej tańczyć. Na pewno wokół nas jest gdzieś tam, jakaś polityka. Taniec się sam obroni, ale pod jednym warunkiem; jak się jest dwa razy lepszym” Życzę też wszystkim tancerzom, aby ich trenerzy byli jednocześnie ich menadżerami. Wszystkim życzę umiaru i pamiętania o tym, że obecnie tańczące pary, kiedyś też staną się być może nauczycielami tańca, trenerami, działaczami, sędziami. Oby taka kolej rzeczy wszystkim przyniosła jak najwięcej radości z tańca.
Warszawa 2001-10-16
Rozmawiał Izaak
zodiak@szesnastka.com.pl